Piotr Stelmaszczuk

Piotr Stelmaszczuk. Kinomaniak

piotr7
Piotr Stelmaszczuk

Pierwszy raz w kinie? Nie pamiętam, to było zbyt dawno. Doskonale za to pamiętam, gdy jako 12-latek wymykałem się z domu, by razem z kolegami biec na seans do miejskiego kina. Podlotek, bez wąsów, z mlekiem pod nosem. Repertuar nie był dla nas ważny – liczyło się jedynie, by zasiąść w fotelu kinowym, przenieść się w czasie i przestrzeni. Choć na „chwilę” stać się częścią świata kreowanego na ekranie. Być TAM. Całym sobą.

Zamierzchłe czasy. Wówczas projekcje odbywały się regularnie w Kinie Zorza i Kinie Kultura. W tym drugim po raz pierwszy zobaczyłem „Hair” w reżyserii Miloša Formana. W znacznym stopniu to właśnie ten film ukształtował mój sposób pojmowania świata i relacji międzyludzkich. Przy „Zorzy” działał z kolei DKF Widziadło. Z ochotą chodziłem na spotkania klubu – to tam uwiadomiłem sobie, jak wielowymiarowa jest sztuka filmowa. Ciemna sala kinowa to miejsce, gdzie następuje przemiana myśli twórcy na obraz, a obrazu na myśl i emocje widza. Bo każdy widz jest w stanie zinterpretować na swój własny, indywidualny sposób to, co się zobaczył na ekranie. Tak samo jest z emocjami – każdy przeżywa film po swojemu, a dopełnieniem tego jest dialog i wymiana poglądów, opinii, własnych recenzji po zakończonym seansie. Dlatego też od 2011 r. działam jako współtwórca Dyskusyjnego Klubu Filmowego Rewers przy ChDK.

Mimo upływu lat, wciąż mam w sobie tę samą pasję do kina. Ten sam entuzjazm, chęć przeżywania na nowo emocji i wrażeń podczas oglądania kolejnych filmów. Rocznie oglądam średnio ok. 150 filmów. Interesuje mnie świat filmowy „od kuchni” – statystowałem w 3 filmach Wojciecha Smarzowskiego, którego poznałem na planie „Drogówki” (2012 r.).

W życiu prywatnym szczęśliwy mąż, ojciec, przyjaciel. Otwarty na ludzi, bezpośredni, kreatywny. W dobrym towarzystwie zapala mi się w głowie czerwona lampa z napisem „Tańcz”, a wtedy bywa wesoło.

Reklamy